Religia własnego „ja”

 

Dawno temu czytałam książkę (tytułu nie pamiętam), której autorka dowodziła, że wszystkie choroby somatyczne mają swoje źródło w ludzkiej psychice. Co więcej, wystarczy zmienić nastawienie, „przepracować problem”, a choroba ustąpi. Między chorobami a emocjami istnieją klarowne powiązania. Np. nowotwór na narządach rodnych kobiety wynikał ze złości, którą odczuwała przez większość swojego życia w związku z gwałtem przeżytym w dzieciństwie. Choroba lokomocyjna jest wynikiem lęku przed nieznanym. Wystarczy uwolnić się od lęku i złości, wtedy zapach benzyny nie będzie wywoływał mdłości, a nowotwór zwyczajnie zniknie.

Nie kupiłam tej teorii. Dowiedziałam się jednak z tej książki, że istnieją ludzie, którzy oczywiste bzdury potrafią przedstawiać w sposób sugerujący, że sami w nie wierzą, a także są ludzie, którzy naprawdę w oczywiste nonsensy uwierzą.

Da się również wyznawać religię, w której najważniejszym punktem odniesienia jestem ja. Bliżej niedopowiedziana rzeczywistość spirytualna istnieje również, ale w gruncie rzeczy ma niewielkie znaczenie. Nie trzeba jej nazywać, ani specyfikować, można zadowolić się ogólnym stwierdzeniem, że Bóg jest jeden. Jakie są Jego przymioty? Czego oczekuje od człowieka? Nie jest to istotne. Człowiek dąży do samorealizacji, pełni życia, osobistego szczęścia itp. I wie, co trzeba. W tej koncepcji przykazania, kodeksy, kanony, wskazania są zbędne. Wszystko jest kwestią intuicji.

Wszystko to przyszło mi na pamięć, gdy dotarła następna Hiobowa wieść o kapłanie porzucającym publicznie swoje powołanie. W uzasadnieniu decyzji nie było, o zgrozo, nijakiego odwołania do Boga, zamiast tego pokrętne tłumaczenie o wyzwalającej prawdzie o sobie, swoich odczuciach, autorefleksja, autoanaliza… Dramat człowieka odchodzącego, Judasza, który posiliwszy się Ciałem i Krwią, idzie po swoje 30 srebrników, zagłuszają oklaski tych, którzy niewiele z tej sceny rozumieją.

„Jedną z najbardziej znamiennych cech naszych czasów jest subiektywizm. Jedyną normę stanowi osobiste odczucie i pragnienie. (…) Jeżeli punktem odniesienia jest jednostka, to każdy może interpretować słowa Kościoła po swojemu, dostosowując je do swoich poglądów” – pisze kard. Sarah w książce „Bóg albo nic”.

I dalej: „Wielu wiernych cieszy się, gdy słyszy o Bożym miłosierdziu, i liczy na to, że radykalizm Ewangelii mógłby zostać złagodzony nawet względem tych, którzy wybrali życie w zerwaniu z ukrzyżowaną miłością Jezusa. Nie widzą ogromu ceny, jaką Jezus zapłacił na krzyżu, gdy uwolnił każdego z nas spod jarzma grzechu i śmierci. Uważają, że z powodu nieskończonej dobroci Pana wszystko jest możliwe, nawet jeśli decydują się niczego nie zmieniać w swoim życiu. Dla wielu to normalne, że Bóg wylewa na nich swoje miłosierdzie, gdy oni trwają w grzechu…

A tymczasem grzech mnie unicestwia: jak można zaszczepić energię Bożego życia na nicości?”

Wspólnota wierzących składa się z osób konsekrowanych i świeckich. Jedni za drugich są odpowiedzialni. W jaki sposób pomóc kapłanom? Oto kilka rad:

  • Ofiarujmy swoje cierpienia, czy to fizyczne, emocjonalne czy duchowe, w intencji uświęcenia wszystkich kapłanów.

  • Z uwagi na szkody wyrządzone urzędowi kapłańskiemu przez oszczerstwa, krytykanctwo, plotki, uczyńmy postanowienie zaniechania wszystkich krytycznych, niemiłych i potępiających wypowiedzi (i takiegoż blogowania) na temat księży, a także nigdy nie powtarzajmy szkodliwych uwag, anegdot lub plotek dotyczących księży, ich grzechów i wad.

  • Powiedział im: „Ten rodzaj [złych duchów] można wyrzucić tylko modlitwą i postem” (Mk 9,29). Jako zadośćuczynienie za grzechy popełniane przez kapłanów i uzyskanie dla nich łaski nawrócenia, wyzwolenia z notorycznych grzechów oraz męstwa w walce duchowej, podejmijmy się postu, abstynencji lub innej formy umartwienia za kapłanów w każdą środę. (Wielka Środa to dzień, w którym Judasz dopuścił się spisku przeciwko naszemu Panu.)

  • W piątek (dzień Męki Pańskiej) odprawmy nabożeństwo Drogi Krzyżowej za kapłanów lub odmówmy Litanię do Przenajdroższej Krwi Chrystusa Pana lub Litanię do Przenajświętszego Serca Pana Jezusa w ich intencji.

  • Postanówmy sobie, że będziemy okazywać księżom szacunek i cześć. Zwyczaj ten zanika (jak wiele dobrych obyczajów), niestety. Możemy przywrócić go choćby w naszym środowisku.

  • Okazujmy kapłanom jak najwięcej sympatii. Czasy są coraz trudniejsze.

„Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” – mówi św. Paweł.

Joanna

© 2018 portal.mamaroza.pl. All rights reserved.