Czas na systemy – Sprzątanie może być przyjemne!

Posprzątany dom to miejsce, w którym z przyjemnością pracuje się i odpoczywa. Kuchnia, w której każdy przedmiot leży, gdzie powinien, w której, mając oczy zaprószone mąką, sięgnąć można po omacku po ścierkę, a ona tam jest i tylko czeka abyśmy jej użyli – aż zachęca do gotowania. A czyż nie ma przyjemniejszego dla oka widoku niż czysty blat, kiedy rano wkracza się tam, aby zrobić kawę?

Często jest tak, że człowiek poświęca długie godziny na sprzątanie, szorowanie i ogarnianie, a już następnego dnia, wstając z łóżka, potyka się o rozrzucone skarpetki, przechodząc przez salon uderza boleśnie o przestawioną ławę, po długotrwałym usypianiu dziecka niszczy wszystko jednym nadepnięciem na piszczącego pingwina, a idąc nocą do toalety pośliźnie się na rozmoczonym biszkopcie.
I odechciewa się sprzątać, ponieważ pojawia się uczucie, że cała ta praca jest bezwartościowa, karkołomna i nie daje satysfakcji.

Podstawowym błędem związanym ze sprzątaniem jest fakt, że przeciętny człowiek brudzi cały czas a sprząta od czasu do czasu. Ktoś mógłby się na to stwierdzenie oburzyć, ale czy nie jest tak, że praktycznie każde ludzkie działanie – czytanie, picie herbaty, obieranie ziemniaków, zakładanie ubrania, wiąże się z obcowaniem z przedmiotami? Niektóre czynności wymagają użycia ich wielu na raz – jak np. gotowanie zupy. Poza garnkiem, do którego wkładamy różne składniki, konieczna jest łyżka, deska do krojenia, nóż, torebki z przyprawami, śmietana itp.
Jeden z tych przedmiotów – wzięty, a nie odłożony – bałaganu jeszcze nie robi, ale wszystkie te przedmioty porzucone po środku blatu, wprowadzają już chaos.
A czytanie ksiażki? Zdejmujemy książkę z półki, bierzemy okulary, zakładkę. Czytamy. Coś wybija nas z lektury i większość osób odkłada książkę nie na jej miejsce lecz w tym miejscu, gdzie czytało – rozłożoną na stole czy półce, bo przecież niedługo będzie chciało się lekturę kontynuować. I tak tę książkę przerzuca się z miejsca na miejce, bo wciąż nie ma czasu na jej doczytanie. Ale książka z reguły na półkę nie wraca.

Jeszcze większy problem jest z ubraniami. Wszyscy wiedzą, że czyste rzeczy trzyma się w szafie, a brudne w koszu na pranie. Ale gdzie położyć ubrania już nienadające się do szafy, a jeszcze nie na tyle brudne by trafić do prania? Różnie sobie radzimy – zazwyczaj kładąc rzeczy na krześle, ubraniu czy fotelu. W ten sposób ten wspaniały mebel, w którym mieliśmy spędzać upojne wieczory słuchając radia i pijąc herbatę jest wiecznie zajęty. Dlaczego tak jest?

Większość ludzi cierpi na nadmiar rzeczy. Dotyczy to:
kiedysiów: ubrań („kiedyś schudnę do tych spodni!”, „och, to bluzka od mamy, nie jest w moim stylu, ale kiedyś ją założę”, „ten sweter nie nadaje się już do noszenia do pracy, ale lubię go tak bardzo, że kiedyś wezmę go na działkę i tam będę go nosił!”), papierów („to notatki z moich studiów! Kiedyś je przejrzę!”), bibelotów („tę skarbonkę dostałam od brata, kiedyś będę jej używała!”), popsutych rzeczy („Och, miałam skleić ten wieszak, kiedyś to zrobię”)
przydasiów: różnych części („ta sprzączka od paska na pewno kiedyś mi się przyda!), niedziałającej elektroniki („ta wiertarka już nie działa, ale się przyda na części!), rzeczy do których jesteśmy przywiązani („ten garnek nie ma dna, ale się przyda jako doniczka!”)
szkodasiów-tylków: rzeczy, które mają jakąś wartość („Szkoda wyrzucać takie dobre buty, ale je wystawię na allegro jak tylko zrobię zdjęcia”), ładnych przedmiotów ( „no szkoda oddawać takie firany, co prawda nie mam gdzie ich teraz powiesić, ale jak tylko skończy się budowa naszego domu…”)
oraz
– musiałów: rzeczy, o których wolimy nie myśleć („no będę musiał w końcu przejrzeć te ubrania po babci).
Wszystkie te przedmioty napadają na nas nieustannie: w kuchni, w pokoju, w szafie, w piwnicy. Co jakiś czas wyłaniają się aby nas dręczyć.

Powszechnie uważa się sprzątanie za czynność niemiłą. Nie daje zadowolenia, efekt z reguły nie utrzymuje się długo i jest niedoceniana. Poza tym często toczymy samotną walkę z dwoma bezlitosnymi przeciwnikami – brudem oraz innymi domownikami. Przykładamy też do czystości zbyt wielką wagę. Sprzątamy nieefektywnie, zajmuje nam to zbyt wiele czasu i jesteśmy udreczeni. Jak często gdy pytamy przyjaciół o plany na weekend, entuzjastycznie wykrzykują: „Planuję sprzątać całą sobotę! Wiesz: pranie, czyszcenie fug, szorowanie podłogi! Super spędzę czas!”. Raczej zwieszają smętnie głowę i mówią, że muszą posprzątać. Wniosek? Nasuwa się sam – sprzątanie jest czynnością przykrą! My sami zaś jesteśmy nieudolni.
Któż z nas w dzieciństwie nie bawił się radośnie klockami gdy nagle w progu pokoju stawała (zawsze umęczona mama) i krzyczała „Znowu masz bajzel! Miałeś posprzątać! Zobacz jaki tu syf!”. W ten sposób nauczyliśmy się postrzegać sprzątanie jako czynność niemiłą, robioną z konieczności, przerywajacą miłe chwile. Jest więc oczywistym, że czynność tę odwlekamy zazwyczaj tak długo ile się da. W konsekwencji, kiedy już musimy posprzątać, toczymy walkę ze zniacznie większym brudem, nawałem rzeczy i zniechęceniem niż gdybyśmy wzięli się za porządki wcześniej.

Wszystkie te problemy sprawiają, że nasza walka z domowym chaosem jest z góry przegrana. Ale nie ma co tracić nadziei! Wystarczy wprowadzić w swoje życie proste zasady:

Zasada pierwsza: .zacznij od generalnego przeglądu przeprowadzanego systematycznie w każdym kącie domu. Wyrzuć wszystkie kiedysie, przydasie, szkodasie-tylki i musiały! Jak trzeba opłacz każdy przedmiot: „Och, żegnaj wspaniała łyżko od prababci! Co prawda jesteś zardzewiała i zniszczona, ale trzymałam cię tak długo!”, „Żegnaj kolekcjo nalepek z samochodami! Towarzyszyłaś mi od wczesnych dziecięcych lat!”. Przedmioty, których nie możesz wyrzucić, ogranicz: zacznij od tego, aby wszystkie rzeczy z tej kategorii zmieściły się do jednego kartonu. Potem, przy kolejnych porządkach zmniejszaj karton, to zmusi cię do ponownego przejrzenia tych rzeczy.
UWAGA: worków z rzeczami do wyrzucenia nigdy nie przeglądaj drugi raz! Inaczej większość z nich (łącznie z łyżką prababci) wróci z powrotem do szafek i półek.

Zasada druga: nie trzymaj rzeczy na wierzchu, tylko w szafkach. Pozwoli ci to na znacznie szybsze sprzątanie różnych powierzchni – nie będzie trzeba podnosić wszystkiego aby tam zamieść czy zetrzeć kurze. Poza tym, schowanie danego przedmiotu spraw, że rzadziej będziesz go używać, bo trudniej będzie go wziąć. A co się do szafek nie mieści – wyrzuć!

Zasada trzecia: opracuj plan minimum sprzątania codziennego (np. zmycie naczyń, zamiecenie, przetarcie blatu i płyty kuchennej) i rytuały codzienne (np. umycie kubka po wypiciu kawy, umieszczenie książki na miejscu po skończeniu lektury). Staraj się każdy przedmiot odkładać na miejsce, z którego został wzięty zaraz po skończeniu jego używania.

Zasada czwarta: wprowadź pudełka-pomagacze. Przy płycie kuchennej postaw podełko na zużyte zapałki, na blacie pudełko na drobne śmieci, w każdym pomieszczeniu domu kosz na śmieci.

Zasada piąta: Opracuj szczegółowy tygodniowy, miesięczny i roczny plan sprzątania (o tym jak to zrobić w osobnym artykule: Czas na systemy – Okresowe plany sprzątania), powieś go w widocznym miejscu i przestrzegaj go.

Zasada szósta: Ustal sobie  limit czasu sprzątania i doskonal się w tempie bez straty dokładności. Po kilku tygodniach regularnego przestrzegania planu wystarczy kilka chwil by doprowadzić do porządku coś, co wcześniej zajmowało ci wiele czasu – np. doczyszczenie płyty kuchennej.

Zasada siódma: Wciągaj w sprzątanie dzieci i innych członków rodziny. Pogódź się z tym, że nie będą robić tego tak wspaniale, szybko i dokładnie jak ty. Być może będą też stosować inne metody – pozwól im na to. Czasem to, co wymyślili inni jest bardziej kreatywne i prostsze.

Zasada ósma: Zrób sobie czasem dzień brudasa, a w wypadku niezapowiedzianych gości, krzyknij przez drzwi, że nikogo nie ma w domu…

© 2017 portal.mamaroza.pl. All rights reserved.